Pisaliśmy już o tym, że w naszej gminie w I turze w głosowaniu na wójta z urn wyciągnięto więcej kart niż wydała ich komisja. Jak to możliwe? Czy to była pomyłka czy próba generalna, jak sugerował ktoś w komentarzach? Pytań pojawia się tu wiele, każde jest zasadne. Gminnej komisji wyborczej nie dodaje wiarygodności fakt, że jej wiceprzewodniczącym jest syn szefowej kampanii wójta Bogusia.

 

Kluczowa dla uczciwości wyborów wydaje się kontrola frekwencji: mężowie zaufania powinni liczyć głosujących, żeby można było porównać ich liczbę z ilością kart wydanych, a następnie wyjętych z urny. Na kartach powinna być pieczęć komisji, karty bez pieczęci nie będą ważne. 

 

Napisane przez: Subbuteo dnia 03.11.2018, 12:39:28

Komentarze:



Dodany przez Poinformowany, dnia 03.11.2018, 17:03:47

Niech klinska jeszcze przyzna kto faktyczne walczył z wiatrakami, bo o bogusiu nikt nie słyszał



Dodany przez Wyborca, dnia 03.11.2018, 16:06:29

Genialny pomysł po co patrzeć na ręce, wystarczy liczyć wyborców i odnotować. Chociaż oglądać ile kart się wydaje też warto



Dodany przez H., dnia 03.11.2018, 16:04:42

Bardzo się cieszę, ze nawet Jadwiga Klińska na Facebooku przyznała rację wikiduszniki w sprawie roli wójta Bogusia przy wiatrakach. Potwierdziła, ze to ona i Grzegorz Mazurek, a nie wójt Boguś przygotowali projekt uchwały bez wiatraków.



<<< Poprzednia 1 Następna >>>



Dodaj komentarz
Imię
e-mail (opcjonalnie)
Zapamiętaj mnie
Treść komentarza:
Zostało znaków
CAPTCHA
CAPTCHA (przepisz kod z obrazka powyżej)